piątek, 29 marca 2013

199. Mini sernik z serka wiejskiego- bananowy z jajem!

Witajcie :)
Ze względu na to, że dostaję sporo pytań odnośnie niejedzenia słodyczy, pomocy w ich pozbyciu się z diety itp. dodaję kolejny, wspaniały w prostocie i smaku (moim zdaniem :)) przepis.

 

Mini serniki bananowe z jajem
- serek wiejski ok.400g
- 2 banany
- 2 jajka

Serek odsączamy, wrzucamy do miksera, dodajemy banana- miksujemy. Jak uzyskamy gładką masę dodajemy jaja i znów miksujemy. Jednolity kolor jest oznaką, że możemy przejść dalej :)

Wkładamy całość do silikonowych foremek (lub innych, jakimi dysponujecie). Nie wypełniłam foremek do brzegu, bo w trakcie pieczenia masa wyrasta, ale po wyjęciu z piekarnika szybko opada.
Pieczemy w 180' przez około godzinę/półtora w zależności od serka. Proponuję sprawdzić bambusowym patyczkiem- wbijając go w masę- jak nie zostaje na nim ser to znaczy, że mamy gotowy deser!

EDIT!!! Słuchajcie, mam piekarnik starszy od siebie w dodatku gazowy- musicie według swoich doświadczeń dopasować czas pieczenia i ew. temperaturę. Można spróbować ustawić temperaturę do 180 stopni, na taką wstawić serniczki i zmniejszyć na 160 do wypieczenia. Można od razu piec na 160 stopniach. Jak widzicie, że Wam się coś przypieka to zakryjcie górę folią aluminiową. Dodatkowo polecam wysmarować foremki  odrobinką oleju, żeby nie przywarły. Ja serniczki kładłam na blaszce, na której położyłam papier do pieczenia i dopiero foremki.  KONIEC EDITu :)

Serniki wychodzą dość wilgotne, ale ładnie wyskakują z foremek :)
Są pyszne!













Jedna porcja to wg mnie połowa z tych wartości, czyli z podanego przepisu jest to ilość dla dwóch osób, ale jak wiadomo każdy je inaczej no i proponuję dodać do sernika świeżych owoców, by był jeszcze pyszniejszy :)

Przypominam:
Jak przestać jeść słodycze :)

Zamienniki słodyczy cz.1
Zamienniki słodyczy cz.2

Dodawałam w środę galerię umiejętności, które chciałabym osiągnąć :)
Melduję udane stanie na piłce!


Wysyłajcie do mnie mailowo swoje umiejętności!
Chętnie opublikuję wybrane na swoim FanPage na Facebooku jako inspirację dla innych! :)

środa, 27 marca 2013

198. Cele niesylwetkowe.

Oglądając wiele inspiracji w internecie mam czasem wielki kompleks braku umiejętności. Imponują mi pozy z jogi, wymyślne modyfikacje pewnych znanych ćwiczeń oraz ogólna sprawność osób, które dzięki ciężkiej pracy potrafią więcej, niż przeciętna ćwicząca osoba.

Dzisiaj kilka przykładów właśnie takich inspiracji- mam zamiar regularnie ćwiczyć nie tylko dla sylwetki, którą chcę osiągnąć, ale także dla sprawności, które obecnie są poza moim zasięgiem. Gibkość i wzrost siły jest dla mnie nawet wyżej w hierarchii niż sylwetka.

"Fitball kneeing"- bardzo prosta poza, kwestia utrzymania równowagi :)

Stanie na jednej ręce przy ścianie, udało mi się tylko jeden raz, potem już nie próbowałam, ale obiecałam zdjęcie, więc będę powtarzać :D Stanie odwrotnie, czyli brzuchem w stronę ściany jest dość łatwe, też mi się udało ;)

Stanie przy ścianie, które po próbach stawania na jednej ręce zaciekawiło mnie, dwie próby i udało mi się ją wykonać (fajnie, jak ktoś obserwuje, bo ciężko samemu ocenić, czy jest kąt prosty):

Pozycja "crane", którą udało mi się wykonać, jednak krótko, dlatego będę walczyć o coraz dłuższy czas :)

Wyższy poziom, czyli pozycja boczna:

Dwie pozycje wymagające solidnego rozciągnięcia:


Stanie na rękach i przedramionach bez pomocy:

Krzesełko z obciążeniem rzędu 60kg ;)Na załączonym zdjęciu Jillian Michaels i kadr z programu "The biggest looser".

Stanie na piłce swiss ball (u mojego narzeczonego na treningach chłopaki robią przewroty na wyrzuconych wprzód piłkach, stają na nich i inne tego typu "sztuczki"- robią wrażenie! :)

Pistol squat pełny zakres w dół i górę, a potem pistol na kettlu, to dopiero wyzwanie :D

Plank na dwóch piłkach:

Które z nich nie robią na Was żadnego wrażenia, bo potraficie je wykonać, a które według Was są najtrudniejsze? :)

poniedziałek, 25 marca 2013

197. 2550kcal + kilka słów

Ze względu na to, że planowo za tydzień (tak, w Lany Poniedziałek ;)) zaczynam siłówkę obliczyłam ponownie swoje zapotrzebowanie i zaplanowałam bilans na +200kcal.

Po co obliczałam to znów, skoro w zeszłym roku już wykonałam te obliczenia? Zmieniła się moja waga (na +, ważę 60kg) i zmieni się poziom aktywności. Zapraszam do zakładki (w górnej części bloga) "ODŻYWIANIE" oraz "PODPOWIADAM", aby zapoznać się z postami odnośnie jadłospisów itp, które już wcześniej publikowałam :)

Tak więc korzystając z kalkulatora na potreningu.pl wpisałam, co następuje:
x kobieta
x 60kg
x 164cm wzrostu
x 23 lata
x najpierw zaznaczyłam umiarkowaną aktywność, gdzie wyszło mi 2208kcal
x następnie sprawdziłam co pokazuje kalkulator przy aktywności dużej- 2450kcal

Ponieważ w planach mam 3 treningi tygodniowo+ w miarę stanu moich mięśni po siłówce Zuzkę, crossfit i inne bardziej zaawansowane aktywności niż hopsy przyjmuję 2350kcal jako podstawę,do której dokładam 200kcal, żeby zadbać o swoją masę mięśniową, która jest jednym słowem marna. Rozkład w podanym, przykładowym jadłospisie to Bialko21% Tłuszcz33% Węglowodany45%.

2550kcal

białko- 135g
węgle-  289g
tłuszcz- 95g
te wartości będą się nieznacznie wahać

Przykładowy jadłospis:
Podział na posiłki przykładowy, zdarza mi się jeść 2x lub 20x dziennie.

Plan opiewa 8 tygodni treningu siłowego, podczas którego nie mam większych szans na zwiększenie masy mięśni, ponieważ po pierwsze wg schematu wklejonego na wizażu przez Rzabbę (szukam, podepnę, jak znajdę) zdobywa się ją dopiero po ok. 20 tygodniach pracy na ciężarach. Dodatkowo roczny przyrost masy mięśniowej u kobiety szacuje się na 2/4kg. Ze względu na to, że jąder w swoim organizmie na 100% nie posiadam, a poziom testosteronu wydzielanego przez mój organizm jest niski nie mam wbrew szerokiej opinii szans na stanie się "na sucho" babochłopem ;)

 Wzrost mięśni od 10 tygodnia ćwiczeń u MEŻCZYZN(!) a co dopiero u kobiety ;)
 Dodatkowo jeszcze jedna ładna sprawa jest widoczna na tym wykresie :) Sukces siedzi w głowie ;)

Białka i shakeów w najbliższym czasie kupować nie zamierzam, ponieważ uważam, że najpierw należy nauczyć się porządnie komponować jadłospis z naturalnych źródeł. Jeżeli ktoś ma z tym problem to nie ma innego sposobu, jak praca, próby i modyfikacje. Nie uważam białka, jako czegoś złego i niepotrzebnego, ale jeżeli nie potrafisz ułożyć jadłospisu zawierającego odpowiednią ilość białka to co zrobisz, jak nagle zabraknie Ci proszku, wyjedziesz lub tymczasowo nie będziesz w stanie go dokupić? Uważam jednocześnie, że na bardziej zaawansowanym stopniu (do którego jeszcze nie doszłam) białko jest fajnym UZUPEŁNIENIEM diety i ratunkiem w razie "W"- nie powinno stanowić podstawowego źródła białka, tak samo jak podstawą nie powinien być nabiał. O najlepszych jego źródłach oraz inne przykłady wypasionych jadłospisów następnym razem :) Ze względu na to, że lubię być zawsze przygotowana "na zaś" już teraz komponuję posiłki, by nie zaskoczyły mnie braki w lodówce lub chwilowy brak pomysłów na posiłek.

Co do samego planu treningu siłowego to jeszcze go nie wybrałam ;)
Spałam dzisiaj 2h i nie widzę już na oczy...
EDIT: wprowadziłam małe zmiany w rozkładzie po konsultacjach z Tygryskiem i Rzabbą :)

Zapraszam wszystkie kreatywne osoby do dzielenia się pomysłami na aktywny czas z dzieckiem:
  
Oraz do dołączenia jeszcze do krótkiego, wiosennego wyzwania:

sobota, 23 marca 2013

196. Aktywna mama = aktywne dziecko :)

Spędzacie łikend aktywnie, czy raczej leniwie? :)

Ja wczorajszy dzień spędziłam z synkiem pod znakiem zabaw bardzo aktywnych, ale nie tylko fizycznie- umysłowo również :) Dzięki czemu zaliczył drugą, popołudniową drzemkę, a ja mogłam powtórzyć test i poćwiczyć popołudniu, a nie w nocy- jak to zazwyczaj ma miejsce. Ale o tym na końcu ;)


Dzisiaj chciałam, aby wszystkie mamy, siostry i ciocie podzieliły się ze mną zabawami, które angażują aktywnie dziecko i dorosłego! Nawet najmniejsze szkraby z naszych rodzin od małego powinny być w ramach rozrywki angażowane w sport, co pozytywnie wpłynie na ich przyszłe życie :) Chciałabym zebrać to do jednego postu, sama mam kilka pomysłów, ale na pewno znacie inne, świetne zabawy!

Oprócz klasycznych berków, skakania na gumie i skakance jest wiele pomysłów, tym bardziej liczę na te angażujące młodsze dzieci! Nie muszę chyba wspominać o tym, że one same są ciągle zwiększającym się obciążeniem :D

Do tego tematu skłoniły mnie komentarze na FP tego bloga, a także wiadomość od Kasi, bardzo aktywnej mamy, która jest dla mnie ogromną inspiracją! :) Jej komentarze możecie poczytać na FP- ćwiczy jogę, w teście Zuzki ma zawrotny czas! 3minuty 32sek! 

Wiem, że jest tutaj wiele aktywnych mam, nie mam wątpliwości, że spędzacie czas aktywnie ze swoimi maluchami! :) Stwórzcie ze mną post, który wesprze i pomoże mamom, które mają wątpliwości, czy z dzieckiem można ćwiczyć! 

Jeżeli nie macie blogów, czy konta Google zostawiajcie komentarze anonimowo, ale proszę o podpisywanie się chociażby imieniem, bo w poście chciałabym podpisać Wasze pomysły! :)

Na koniec bardzo, bardzo się cieszę, że tyle z Was zdecydowało się wziąć udział w moim wyzwaniu z okazji pierwszego dnia wiosny :)
Jeżeli ktoś nie miał okazji- ZAPRASZAM! To nie ważne ile minęło dni, moim zdaniem nawet jak ktoś zrobi ten test miesiąc przed latem to i tak ma szansę poprawić swój wynik :)

Swoimi czasami bardzo mnie zmotywowałyście do poprawy mojego wyniku! Ponieważ przy pierwszej próbie zdejmowałam w trakcie spodnie (haha) byłam bardzo niezadowolona, ale wczoraj postanowiłam przed ZWOW #56 powtórzyć test i sprawdzić jak mi pójdzie bez przerw :)


Mój czas bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, ale dałam z siebie na prawdę dużo, leciałam jak szalona :)
Może za tydzień spróbuję znów, trzeba podwyższać poprzeczkę ;)

Jeżeli nie macie stopera w telefonie to możecie skorzystać z Online Stopwatch, tak jak ja :)
(pierwsza stronka po wpisaniu do googla)

W komentarzach pojawił się pomysł Agi, by zrobić listę uczestników i tak właśnie zrobię, także jak ktoś się zgłaszał, a nie podał czasu lub każdą osobę, która dołączy w trakcie tych 3 miesięcy proszę o wpisywanie się w komentarzach, żeby dodać wynik do tabeli :)

Jeszcze raz zapraszam:


Udanego łikendu!

czwartek, 21 marca 2013

195. Szybkie wyzwanie na pierwszy dzień wiosny!

Astronomiczna wiosna zaczęła się już wczoraj, ponieważ kalendarzowa przypada na dziś (21.03.2013) przygotowałam szybkie wyzwanie i myślę, że jest ono do wykonania dla każdego :)


Podczas drzemki synka wykonałam challenge od Zuzki Light :)
Ale nie uciekajcie! To nic strasznego, dacie radę!

Nie potrzebujecie żadnego sprzętu, ani dużo miejsca!

Nie musicie być zaprawieni w bojach, wykonacie to wyzwanie w swoim własnym czasie!

Jest to cichy i bez sprzętowy czelendż!

Nie musisz przez ileś dni robić tego samego!

Nie ma tutaj trudnych ćwiczeń! Pike press ewentualnie może sprawić trudność- schodźcie w dół ile dacie radę, nie poddawajcie się i nie zwracajcie uwagi na palące uda :)



To o co chodzi?
O zabawę, o to, żeby sprawdzić, czy Twoje codzienne treningi przekładają się na siłę, wytrzymałość i szybkość!


Przygotowałam gif pokazujący jeden set:
3x low jacks
1x pike press
1x jump up

Powtórz tę konfigurację 50x w jak najkrótszym czasie! To wyzwanie, daj z siebie wszystko :)



Zrób dzisiaj ten challenge! Nie zrobisz wszystkich powtórzeń? OK! Ale zapisz sobie ile wykonałaś teraz, wpisz swój wynik tutaj w komentarzu, na moim FP, wyślij mi mail lub prywatną wiadomość na Facebooku- gdziekolwiek, gdzie zostanie i nie będziesz musiał/a o nim pamiętać.

Zrobiłaś? Zapisałaś czas lub ilość powtórzeń w danym czasie? Super!

Pierwszego dnia lata, ZA TRZY MIESIĄCE czyli 21.06.2013 powtórz to zadanie- bądź z siebie dumna, że poprawiłaś wynik! Przypomnę o powtórce :)

Mój dzisiejszy czas to 6 minut 29 sekund, ostatnie powtórzenia z zejściem na dół były trudne, o mało, co nie wylądowałam na twarzy, ale DAŁAM RADĘ! Przy pierwszych 15 powtórzeniach zastanawiałam się, co ja znów wymyśliłam? Ale po ostatnim, 50 secie stwierdziłam, że to świetna zabawa i chcę to powtórzyć poprawiając swój wynik :)

Zdaję sobie sprawę, że możesz dzisiaj nie przeczytać tej notki, mieć zaplanowany ostry trening, inne zajęcia więc chodzi o to, by wykonać ten test na tyle wcześnie, by mieć czas na poprawę umiejętności, gdy będziesz znów próbować w okolicy pierwszego dnia lata :) Możesz spróbować za kilka dni, ale nie odkładaj tego w nieskończoność, bo w końcu lato Cię zastanie i nici z zabawy...

Możesz więcej, niż Ci się wydaje :)
No, to jaki masz czas? :)

środa, 20 marca 2013

194. Smoothie i owsianka.

Dzisiejszy ranek był pod znakiem owsianki w słoiku po... maśle orzechowym! Tym, które zrobiłam jakiś czas temu w domu z orzechów ziemnych. Jeszcze nie wykorzystywałam tak słoika po czymkolwiek, muszę przyznać, że spodobał mi się ten sposób, poza tym dobór innych składników sprawił, że było to na prawdę smaczne i pełnowartościowe danie :) W dodatku szybkie i idealne do zapakowania w podróż, czy do pracy!


Owsianka warstwowa w słoiku po domowym maśle orzechowym
- płatki żytnie i owsiane
- jajko
- suszona żurawina
- kilka winogron
- pół banana
- wiórki kokosowe
- sok z połówki pomarańczy

Ugotowałam płatki z jajkiem (tutaj pisałam jak to robię). Denko słoika obsypałam żurawiną (były tam resztki masła) nakryłam ugotowanymi płatkami, dorzuciłam pokrojone winogrona, znów płatki, pokrojone pół banana, kolejną łyżkę płatków, polałam sokiem z pomarańczy (własnoręcznie wyciśniętym), posypałam wiórkami i dodałam jeszcze żurawiny, bo mam do niej słabość.
Gotowe! :)

Ponieważ zostało mi pół banana i pół pomarańczy- dobrałam kilka składników, wrzuciłam wszystko do blendera i zrobiłam pochmurne smoothie na pochmurny dzień i humor. A za pół godziny wyszło słonko :)


Smoothie wywołujące słońce
- półtora banana
- pół pomarańczy
- jabłko
- pół dużego kubka jogurtu naturalnego
- opcjonalnie szklanka wody- ja chciałam by koktajl był bardzo rzadki, bo takie wolę- można pominąć

Porcje wyszły dwie, za sprawą dodanej wody- wypiłam jedną po drugiej, takie było smaczne ;) Przyznaję się publicznie, że ja i mój syn jesteśmy uzależnieni od bananów...

Czuję, że ten sezon świeżych darów natury i długich spacerów będzie owocny w koktajle i dania "na wynos" :)

poniedziałek, 18 marca 2013

193. Buty treningowe.



Sobotni trening dał mi się we znaki, od tygodnia zrobiłam tylko jeden ZWOW i czuję się mocno osłabiona, nie dosypiam, bo za tydzień oddanie pracy dyplomowej do dziekanatu. Ostatecznie :)

Jak ktoś przebrnął przez relację to wie, że mam dwie pary nowych butów :) Treningowych, bo tych akurat potrzebowałam. Najważniejszym kryterium była wygoda oraz płaska podeszwa. Wygląd to drugorzędna sprawa, nie mniej jednak mimo, że oczodające kolory są modne to kłócą się z moim charakterem i nie czułabym się w nich dobrze. Wybrałam więc dwie czarne pary, jedna pokryta materiałem podobnym do skóry, a druga do zamszu.


Pojechaliśmy do Factory, bo liczyłam na niższe ceny i po zakupach jak sprawdziłam allegro i pierwsze sklepy internetowe to okazało się, że ok. 40zł na każdej z par udało mi się zaoszczędzić :) Chociaż myślałam, że w internecie mogą być te modele tańsze, to jednak sklep stacjonarny okazał się być lepszym wyjściem ;) Za reeboki zapłaciliśmy 149, a nike kosztowały 195zł.


ZWOWy, czy jogę ćwiczę bez butów. Do siłowego potrzebuję obuwia z płaską podeszwą, najlepiej lekkiego. Na skakance również skaczę w butach, bo rzemyk uderzający o palce nie należy do najprzyjemniejszych i moich ulubionych doświadczeń :D
Ćwiczycie w butach, czy bez? :)



Mam Reebok easy tone, ale mimo, że są śliczne to nie nadają się do treningu. Zrobienie kilku przysiadów jest ryzykowne i  wolę nie nadwyrężać swoich stawów. Spaceruję w nich po dworze, czasem wydaje mi się, że mam od tych butów bóle bioder... Ale nie mogę stwierdzić na 100%, że to właśnie od nich. Jedyną mega wadą jest ich mycie, szary, zamszopodobny materiał to koszmar jak chodzi o czyszczenie.



Macie ulubione buty do ćwiczeń?

piątek, 15 marca 2013

192. Zuzka Light - ZWOW #56 - 8 Minute Power Cardio

Cześć!
Jeżeli jeszcze nie wiesz kto to jest Zuzka Light to zapraszam do zapoznania się z TYM postem:


Jeżeli jednak dobrze ją znasz to wiesz, że nawet najkrótszy trening potrafi być morderczy :)
Dzisiaj przygotowałam dla Was relację z gifami 8 minutowego treningu, w którym co 30 sekund zmieniamy rodzaj aktywności. 4 ćwiczenia przeplatane skakanką high knees- czyli unosząc wysoko kolana. Robimy dwa koła, powtarzając ćwiczenia- kończąc na ziemi :D To nie jest najcięższy ZWOW, jaki robiłam, ale warty spróbowania- niezależnie, czy dopiero zaczynasz, czy już ćwiczysz długo. Polecam przed przystąpieniem obejrzeć PREVIEW, by zapoznać się z techniką ćwiczeń. Ich poziom idealnie można dopasować do każdego szczebla zaawansowania.

Jedna seria (trening to dwie pełne serie):








Rozpiska:
30s high knees
30s squat press
30s high knees
30s dumbbell rows
30s high knees
30s jump squat twist
30s high knees
30s one leg push up with toe touch
powtórz całość jeszcze raz
KONIEC


Ogólnie trening ten robię już kolejny raz. Bardzo go polubiłam, jest mocno modyfikowalny- przede wszystkim ze względu na intensywność skoków przez skakankę. Ponadto dobieramy ciężar do swoich możliwości. Ja staram się skakać najszybciej, jak potrafię, a że skaczę bez skakanki to nie ma obawy o zaplątanie się. Nie mniej jednak kolana lecą wysoko, co jest prawdziwie męczące, jeżeli utrzymujemy tempo. Między skakaniem Zuzka proponuje cztery ćwiczenia- trzy z hantlami i  mocną modyfikację pompki. Ja uwielbiam treningi z obciążeniem, dlatego też ten ZWOW jest jednym z moich faworytów. W zasadzie żadne z ćwiczeń poza pompkami nie sprawia mi większego problemu. W drugiej serii pompki nie są do ziemi, ze względu na zmęczenie ogólne- a to TYLKO 8 minut! Na drugi dzień szczególnie czuję, że pracowała klatka piersiowa oraz ramiona. Do ćwiczeń przygotowuję hantle 7,5kg (squat press i dumbbell rows x2, jump squat twist x1). Z tego, co widzę- Zuzka ma 10lbs/stronę- czyli 4,5kg.

PREWIEV- Filmik z techniką poszczególnych ćwiczeń:

Trening "in the real time":

Rady dla początkujących
Zrób ten trening z butelkami od wody- jeżeli nie masz hantli. Moje mają okrągłe talerze i aby nie rozjeżdżały mi się podczas ćwiczeń kładę je na kocu. Jeżeli nie potrafisz zrobić głębokiego przysiadu rób tyle, ile dasz radę, staraj się trzymać plecy proste. Skacz wolniej, maszeruj jeżeli potrzebujesz, ale nie możesz się zatrzymać! Rób zwykłe pompki, lub damskie. Albo próbuj się opuszczać w pozycji do męskiej pompki- powoli na ziemię, by wzmacniać mięśnie nie tylko ramion, ale i pleców oraz brzucha.

Próbowaliście?
Na pewno od ostatniego razu robiliście kolejne ZWOWy- pochwalcie się ulubionymi!

środa, 13 marca 2013

191. Niech Tobie również się zechce :)

Na wstępie chciałam tylko zwrócić Waszą uwagę na  kategorie, które dodałam pod nagłówkiem. Mam nadzieję, że ułatwi to szukanie postów, które Was zainteresowały, a ich nie zapisaliście. Jeżeli coś zwróci Waszą uwagę- źle działa, macie inne pomysły na ułatwienie przeglądania i szukania itp. to proszę o informację :)

Dzisiaj mam coś wyjątkowego. Wiadomość, która zasługuje na publikację. Za zgodą autorki oraz w niezmienionej wersji.
Napiszcie w komentarzach, jak Wy radzicie sobie ze słodyczami :)

"Droga Niebiesko- Szara, (choć jak dla mnie bardziej tęczowa niż szara czy niebieska)

Twoje wirtualne oblicze poznałam w październiku 2012. Wróciłam wtedy do domu po dwóch miesiącach bezwzględnego leżenia na patologii ciąży. Razem ze mną do domu przybył trzy kilogramowy tobołek, płci żeńskiej. Nowa rola mamy, "nowy" pociążowy wygląd, nowa rzeczywistość sprawiły, że czułam się i byłam zagubiona. Przeszłam wszystkie możliwe bejbi blusy. Jednym z powodów załamań był fakt, że nie karmiłam piersią. Było to jednoześnie dla mnie przyzwoleniem na możliwość jedzenia wszystkiego, czego tylko mi się zachciało. Największą moją słabością, od zawsze były słodycze. Czas połogu zażerałam wszystkimi możliwymi łakociami, łącznie z przeterminowanymi czekoladkami znalezionymi gdzieś w półce. Wychodząc do miasta zjadałam po kryjomu batoniki a później było mi niedobrze. I kiedy tak moja psychika i moje ciało zaczęło się pogrążać w otchłani beznadzieji znalazłam Ciebie. Młoda mama, z pięknym ciałem, której się chce... I mi też się zachciało.


Najważniejszą rzeczą, którą mi napisałaś w wiadomości prywatnej, że powoli, że potrzeba czasu.... No i mój pierwszy maraton bezsłodyczowy trwał miesiąc, czułam się świetnie, czułam, że przestałam być napuchnięta. Udało mi się założyć obrączkę. Potem były 80 urodziny mojej babci, które były dla mnie zbyt ważne żebym nie zjadła jej tortu. No i wszystko zaczęło się na nowo... Jak zwykle w takich przypadkach dawałam sobie spokój z postanowieniami... mam bardzo słabą wolę...ale mówię sobie, spróbuję. I tak próbuję od 21 stycznia, tzn. że udało się pobić mój ostatni maraton. I dobrze mi z tym.
Niejedzenie cukru dodało mi przede wszystkim energii, chęci do życia, siły do opieki nad córką, ładniejszą cerę, ustabilizowane nastroje, mniejsze wymiary, lepszy humor.... Jak dla mnie najgorsze zawsze jest odstawienie cukru, 3-4 dni w których wydaje się człowiekowi, że nie jest w stanie żyć bez czekolady. W tym czasie najlepiej nie mieć w domu słodyczy ani nie chodzić do działów ze słodyczami w markecie (wszytsko pachnie choć jest szczelnie zamknięte). Sprawdza się u mnie szafka pt. coś zdrowego na ząb. Mała garść żurawiny skutecznie odstrasza u mnie potworzaste pokusy.
26 lutego odeszła ode mnie ta dla której dwa miesiące wcześniej skusiłam się na kawałek tortu. Miałam ochotę rzucić w cholerę to niejedzenie słodyczy. Chciałam zażreć wszytskie smutki, łzy i swój ból. Jednak z czego jestem podwójnie dumna udało mi się tego nie zrobić...Babcia wiele lat chorowała na cukrzycę, jestem w grupie ryzyka choroby a jedzenie słodyczy raczej nie oddali mnie od tej choroby...
Do tego jak bym chciała wyglądać a przede wszystkim jak się odżywiać, dbać o siebie jest jeszcze dłuuuga droga. Jednak już jestem w drodze i nie chcę z niej schodzić. Na tę drogę weszłam między innymi dzięki Tobie.
Rób to co robisz jak najlepiej potrafisz, z pewnością ma to sens.
Dziękuję Tęczowa dziewczyno. Z pozdrowieniami Justyna"

Dziękuję Justyna! MOC z Tobą! :)

Zmotywowani, zainspirowani? :)
 

poniedziałek, 11 marca 2013

190. Trening z partnerem :)

Hej ;)
Kto śledzi mój FP ten wie, że sobota minęła pod znakiem randki na siłowni :) Ale od początku...

Po usłyszeniu propozycji, żeby zrobić razem trening w ramach naszej rocznicy oczy mi się zaświeciły i mimo, że trochę się bałam (narzeczony jest trenerem, nie ma litości :D), to nie mogłam się doczekać!
Jak wiecie ćwiczę w domu, sama. Trening z instruktorem jest zawsze o wiele cięższy, jak tracisz siły to masz wsparcie słowne i pomoc w ćwiczeniach, poza tym on nie pozwala na zbytnie pobłażanie sobie. Trening to ma być trening, mimo, że staram się dać z siebie wszystko w domowym zaciszu to jednak kto ma porównanie, ten wie, że różnica jest ogromna :)

Zanim podam rozpiskę i opiszę co robiliśmy chcę zaznaczyć, że nie jest to propozycja dla osób początkujących i zawsze należy skorzystać z pomocy trenera lub innej doświadczonej osoby, jeżeli nie rozumiecie jakiegoś ćwiczenia lub nie potraficie dobrze go wykonać. Dobieranie ciężaru jest zależne od poziomu i celu treningu.

NIE POLECAM TEGO TRENINGU WYKONYWAĆ W DOMU I NIE POLECAM ROBIĆ NIC DODATKOWEGO PO CROSSFICIE, CHYBA, ŻE TRENUJESZ POD OKIEM TRENERA, KTÓRY ZNA TWOJE MOŻLIWOŚCI!
Pamiętaj! Najważniejsze jest to, żeby trening dobierać do siebie i nie przekraczać granic, które mogą źle odbić się na Twoim zdrowiu!

Rozpoczęliśmy od rozgrzewki, chcieliśmy się rozgrzać na bieżni, ale była kolejka  (rozumiecie to, że dziewczyny przychodzą i czekają 30 minut siedząc na innych przyrządach, żeby potem przez godzinę pochodzić po bieżni? :D:D masakra)
Poszliśmy więc na salkę i zrobiliśmy rozgrzewkę podobną do tych na dobrym wf-ie ;) Zwracając szczególną uwagę na stawy. Później narzeczony przygotował dla mnie trening, dobierając odpowiedni ciężar, ilość serii oraz powtórzeń.

podciąganie na drążku szerokim nachwytem z pomocą
W rolę maszyny pomagającej wcielił się trener ;) Podciągnięcie się chociażby jeden raz w ten sposób bez pomocy jest bardzo trudno, ja nie potrafię.

wyciskanie sztangi na klatkę
ostatnie powtórzenia w ostatniej i przedostatniej serii z asekuracją i pomocą


zarzut sztangi z wyciskaniem nad głowę 
bez odkładania ciężaru na ziemię (przysiadu), a tylko do wyprostu łokci, tu było ostro, ostatnie powtórzenia w drugiej, trzeciej i ostatniej serii z pomocą

przysiad ze sztangą na barkach
:D podłożyłam sobie krążki pod pięty, żeby móc łatwiej zejść do samego dołu

Serie planowe były 3 (15, 12, 10 powtórzeń), ale na koniec stwierdziłam, że dam radę jeszcze jedną i polecieliśmy dodatkowe 10 powtórzeń każdego ćwiczenia.

Trening wyglądał dokładnie tak:
rozgrzewka
15x podciąganie, wyciskanie, zarzuty, przysiady
przerwa ok 30s
12x podciąganie, wyciskanie, zarzuty, przysiady
przerwa ok 30s
10x podciąganie, wyciskanie, zarzuty, przysiady
przerwa ok 30s
10x podciąganie, wyciskanie, zarzuty, przysiady

Seria pierwsza poszła dość gładko, podciąganie z pomocą, wyciskanie samym gryfem prostym, zarzut sztangi i do przysiadu wzięłam sam gryf łamany, mimo, że w domu biorę więcej w przysiadzie, no ale to takie poznanie się z treningiem było w tej pierwszej serii ;) Druga już gorzej, słabsza dynamika przy wyciskaniu i zarzucie, do przysiadu dołożyłam krążki na sztangę, ale dalej nie czułam maksymalnego zmęczenia. Trzecia seria to już zgon dla moich łapek, do przysiadu dołożyłam więcej kg, ale to nadal nie był max ;)
Po całości miałam siłę na czwartą serię, dlatego ją zrobiliśmy. Każda kolejna, dodatkowa runda byłaby ryzykowna dla bicepsów, które były już mocno zamęczone. Niedziela minęła pod znakiem rozciągania i rozruszania mięśni. Najgorsze co można zrobić to leżeć i nie ruszać obolałymi kończynami.

Nie podaję kg, bo nie chcę, by ktoś się sugerował, a do wykonania w domu macie fajny trening u Fitness Junkie w poście o Crossffitcie :) Bo crossfit ogólnie nadaje się dla początkujących, ale trzeba indywidualnie dobrać ćwiczenia i ilość powtórzeń. Mam zamiar wypróbować ten trening, ale to jak dojdę do siebie, bo póki co łapki odmawiają posłuszeństwa ;)

Tak naprawdę na tym mogliśmy zakończyć, rozciąganie i do domu, ale po dłuższej chwili przerwy przeszliśmy na salkę na boksowanie dla rozluźnienia (szybkie, krótkie ruchy) z równoczesną pracą nóg (bieg w miejscu, lekki rozkrok, jedna noga z przodu, szybkie, krótkie ruchy)
8 rund 
1. runda: 20s pracy 10s odpoczynku
2. runda: 20s pracy 10s odpoczynku
itd...
8. runda: 20s pracy
potem ja trzymałam tarczę partnerowi (on robił 10 rund)

Na koniec spięcia brzucha z nogami uniesionymi i ugiętymi w kolanach, a potem z nogami ugiętymi, ale na ziemi- bez odkładania głowy.
Ogólnie ja nie ćwiczę brzuchów wcale, chyba, że są w ZWOWie, a partner liczył szybko do 100 w każdym z wariantów i leciał w tempie (!!!), ja nie dawałam rady i musiałam robić przerwy ;)
Potem z uniesioną głową nożyce pionowe i poziome 2x 20 każde.

Podsumowując- trening był mega, najlepszy ever! Co najważniejsze w towarzystwie trenera, który dobrze mnie zna i do którego mam pełne zaufanie- mojego narzeczonego. Nie obyło się bez spoglądania osób na siłowni (i chłopaków i dziewczyn), ale to tylko dlatego, że na sali były oprócz mnie 4 dziewczyny- 2, które chodziły po bieżni, jedna, która siłą ramion bujała się na twisterze i jedna siedząca na sprzęcie i oglądająca swoje własne paznokcie.
Zaskoczyłam narzeczonego, bo mało która dziewczyna cieszyłaby się z tak spędzonego czasu, a ja od kiedy już się umówiliśmy miałam ciągle rogala i tylko myślałam kiedy to już będziemy lecieć na siłownię :)
Jeżeli będzie okazja do powtórzenia to z miejsca lecę ;) Mimo, że napisanie tego postu sprawiło ogromny ból moim łapkom :D

Po rozciąganiu polecieliśmy do domu pod prysznic i na zakupy, zasłużyłam (haha żartuję) na dwie pary nowych butków do ćwiczeń :) Ale to kiedy indziej ;)

Ćwiczycie z drugimi połówkami? :)
Jak oceniacie trening, macie ochotę spróbować crossfitu?

Jeśli interesuje Cię trening siłowy, ale nie wiesz od czego zacząć sprawdź mój cykl:

sobota, 9 marca 2013

189. Ja w lutym i marcu :)

Jeżeli spodziewał się ktoś spektakularnych zmian od ostatnich lub jeszcze starszych zdjęć, to będzie zawiedziony. Ja nie ścigam się z czasem, nie robią na mnie wrażenia metamorfozy typu - 22kg w 3 miesiące, gdzie widać gołym okiem, że poleciały mięśnie, a fat jest, gdzie był i cieszy się z coraz słabszego metabolizmu. Ja dbam o swoje mięśnie. Ogólnie forma z września to to nie jest i z tego powodu trochę mi smutno, a z drugiej strony czuję się zmotywowana do pracy.
Faktem jest, że ruszenie i rozpoczęcie drogi jest ważne, ale nie można robić tego kosztem mięśni, zdrowia, a przede wszystkim nie za wszelką cenę i na pewno nie najgorszymi sposobami- czyli głodówką i brakiem ćwiczeń lub ich nadmierną ilością, w szczególności nadmierną ilością aerobów, które to wybiera się jako najlepszy znany sposób na pozbycie się tłuszczu.
Bzdura, ale jeżeli jesteś stałym czytelnikiem dobrze o tym wiesz ;)

Luty:
Marzec:


Na foto po prawej trzymam synka nad głową, na rękach, bo mi wchodził przed aparat, psotnik mały :D
Dla Agi ;) nogi :D

Na koniec cała ja, bo puzzle z góry nie pokazują proporcji :)
Chociaż te też nie do końca, ale młody nie dawał za wygraną i musiałam go spacyfikować po swojemu ;)


Pozdrawiam ;)