czwartek, 1 sierpnia 2013

260. Uratuj "stracony" dzień.

Witajcie!
Dzisiaj temat pod dyskusję.
Zdarzyło Ci się kiedyś, że po zjedzeniu jednego, nieplanowanego ciastka spisałaś dzień na straty i do końca dnia obżerałaś się bez opamiętania?


Mnie nie raz, doskonale znam to uczucie beznadziejności i pochłonięcie kolejnego kawałka ciasta, zjedzenia paczki chipsów czy żelków. To, że 5 lat nie jem słodyczy nie znaczy, że nigdy ich nie jadłam. Właśnie dlatego, że mam problem w ograniczeniu się zrezygnowałam z nich całkowicie i problem zniknął.

Jednak pojawiło się coś innego.  Coś na kształt obsesji, kiedy to „nadprogramowy” OWOC powodował we mnie to samo uczucie, co kiedyś cukierek. Czy to jest zdrowe? Nie. Na pewno nie.

Dlatego właśnie moje jadłospisy wyglądają tak, a nie inaczej. Nie planuję z wyprzedzeniem, gotuję to, na co aktualnie mam ochotę. Na pewno zdecyduję się jeszcze na liczenie dokładne białek, tłuszczy i węglowodanów- jednak uważam, że to początek drogi jest kluczowy w szczegółowym prowadzeniu dziennika z podziałem na BTW. To na początku komponowanie posiłków jest trudne. To właśnie na początku dobór produktów i ułożenie tego w logiczną całość wydaje się nie do ogarnięcia-  tym bardziej powinno się to robić! Potem jest łatwiej, potrafisz nawet na oko ocenić ile mięsa powinnaś zjeść, bo ważenie go codziennie jest jak nauka języka :) Powtarzany często wchodzi w krew.

Jak uratować "stracony" dzień?
Pozwól sobie być mniej perfekcyjną,. Jeżeli zjesz coś „niedozwolonego” tym bardziej postaraj się by reszta dnia była super. W swoich zasadach założyłam, że jem owoce jeden raz, ale nie panikuję teraz, jak naprawdę mam ochotę i dojem owoce w ciągu dnia. Zapisuję to sobie, ale nie mam wyrzutów sumienia. Ważne jest ułożenie sobie w głowie, że to nie tragedia jak zjesz coś niezdrowego. Ważne by zrobić to świadomie, że łączy się to z konsekwencjami i WYBRAĆ.

Absolutnie nie popieram myślenia, że skoro ćwiczę to mogę pozwolić sobie codziennie na małe co nie co. To właśnie te małe kroki cofają nas, zamiast pchać do przodu i pomagać w osiąganiu kolejnych celów. Jednocześnie uważam, że odstępstwo od czasu do czasu nie zagrozi efektom, jeżeli reszta dni będzie dobra, a trening regularny. Na serio nie trzeba ćwiczyć codziennie półtora godziny, aby zobaczyć zmiany w ciele.


Jedzenie od obiadu tragicznie i zbyt wiele tylko dlatego, że po posiłku zjadłaś lodowy deser jest porównywalne do sytuacji, w której po nieplanowanym, niewielkim wydatku wracasz do domu, zabierasz wszystkie swoje oszczędności i marnotrawisz je tylko dlatego, że kilka złotych wydałaś bezmyślnie.
Zrobiłabyś tak?
« Nowszy post Starszy post »

46 komentarzy:

  1. swietny post, ja rowniez kiedys tak robilam, dzis juz na szczescie wiem, ze kawalek czekolady tragedii nie robi, o ile to przeloze na aktywnosc fizyczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      No dokładnie, nawet ta czekolada raz na jakiś czas nikomu krzywdy nie wyrządzi- ważne, by nie robić tego zbyt często i bezmyślnie :)

      Usuń
  2. Krótko i na temat. Post dający do myślenia - zdecydowanie !

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny post,ale to porownanie na samym koncu jest najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety jestem w trakcie fazy obsesyjnego myślenia o nadprogramowych mniej zdrowym jedzeniu, ale na szczęście czytając takie blogi jak Twój czy też fitblogerki - Gosi:) moje myślenie zaczyna się zmieniać. Widzę jak Wy się odżywiacie i biorę z Was przykład :) Czasami faktycznie ten Bigmilk raz na kilka tygodni nie zrobi w naszym ciele kolosalnych zmian :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, no i super, że nasze posty są przydatne, bo po to właśnie piszemy :)
      Powodzenia w zmianie myślenia no i osiąganiu celów :)

      Usuń
  5. Bardzo mądry post! Tak właśnie powinno się robić. A nie na zasadzie, zjadłam kawałek czekolady to pochłonę tysiąc innych kalorii. Ja tak kiedyś miałam, więc w sumie dla mnie to zrozumiałe. Ale teraz już tak nie robię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Świetnie, że już tak nie robisz- ja też nie :) Dlatego mnie natchnęło, by niektórym dziewczynom, które przez takie działanie bardzo cierpią uświadomić, że nie warto się tym zajmować, bo to nie ma sensu!

      Usuń
  6. Tak, ten spustowy mechanizm zna chyba każdy kto choć raz był na diecie... Przykład z zakupami bardzo mi się podoba, dobry motywator:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba każda z nas miała kiedyś taki etap, gdy jedno ciastko powodowało wyrzuty sumienia, zarzucanie zdrowego odżywiania i tonę kolejnych ciastek. Ale tak jak mówisz, najważniejsze to nie robić z jednego ciastka całego opakowania, a pomyśleć i wrócić na właściwe tory. Świetne porównanie zamieściłaś na końcu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Nie można niszczyć siebie takim zachowaniem- wyrzuty sumienia zatruwają życie...

      Usuń
  8. niesamowity wpis..!!!
    Calkowiecie sie z nim zgadzam i moglabym sie podpisac pod wszystkim. Niestety zdarza mi sie tak ze jak jzu spieprze to siegam po kolejne grzechy... Jak juz wpadne w dobry ciag to mi latwiej, ale teraz na wakacjach sie rozleniwilam.

    to ze liczenie BTW pozwala nabrac swietnych nawykow to swiete slowa. wyglada obsesyjnie, ale uczy odzywiania jak malo co!

    buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Marie :)
      Daję Ci motywacyjnego kopa byś trafiła na właściwy tor! :)

      Obsesyjne to jest myślenie przy liczeniu o każdym dodatkowym kęsie. Tak miałam wiele razy, więc już teraz będę zaczynać z nowym podejściem :) Oczywiście bez przesady z podjadaniem, ale o wiele bardziej świadomie swojego organizmu.
      Nauka siebie to najtrudniejsza i najważniejsza sprawa.

      Buziaki :D

      Usuń
    2. Odklad do liczenia BTW dodałam cwiczenia to czulam sie jakby jakis wielki kamien spadl mi z serca. Przestalam czuc presje i dodatkowy gryz nie robil na mnie wrazenia. czułam sie o wiele bardziej swobodnie. Bo niestety ale przy liczeniu strasznie trudno przejsc na zla strone mocy

      Usuń
    3. Ja niestety często zapominam o tym, że system zerojedynkowy może zatruć życie. Tak jak napisałam wcześniej uczę się cały czas siebie i dążę do szczęścia :) Do liczenia na pewno wracam, tylko na razie czekam na efekty wprowadzonych zmian, jak nie poskutkuje to łapię za kalkulator ;)

      Usuń
  9. Masz wiele racji - nie powinniśmy się poddawać w przypadku małej wpadki i dalej płynąć z nurtem marazmu "nie udało mi się, po co dalej próbować". Jednak owoce nie należą do działu - niezdrowe czy zakazane. Są fantastycznym zamiennikiem przetworzonych cukrów czy super niezdrowych chipsów i innych przegryzek. Absolutnie nie można mieć wyrzutów nawet po zjedzeniu pół kg jabłek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że są świetnym zamiennikiem, ale i one nie powinny być spożywane w nadmiernych ilościach ze względu na fruktozę:)

      Usuń
  10. Kurde, podsumowanie zmiażdżyło! wydrukuje w dziesiątkach egzemplarzy i będę nosić ze sobą, wieszać wokół itp. :) w ostatnim czasie wakacyjnym pozwoliłam sobie na wiele, widać już na brzuchu, a nie chce zaprzepaścić osiągniętych efektów. To podsumowanie jest czymś co mi pomoże, ja to wiem :)
    dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Drukuj i edukuj :D
      Dokładnie! Działanie spustowe i autodestrukcyjne wyrzuty sumienia na pewno nie pomagają w walce o zdrowie i lepszy wygląd!
      Liczę na to, że Ci pomoże i trzymam kciuki za kolejne osiągane cele :)

      Usuń
  11. Dzięki za tego posta, potrzebowałam "otrząśnięcia się" :P
    Zjadła dzisiaj lody z MC Donalda z polewą czekoladową aż do teraz miałam wyrzuty sumienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.youtube.com/watch?v=KHP3RdWMcCM
      Powinnaś to obejrzeć, niedługo post w temacie ;)

      Usuń
  12. rzadko mam wyrzuty,ze coś zjadłam. robię to świadomie więc dlaczego mam mieć wyrzuty.
    staram się jak moge by jeść zdrowo, w końcu mam sporo pracy przed sobą.
    wiem,że jestem nieco leniwa w kwestii zywienia i nie szykuje jedzenia na przód, nawet go nie planuje, posilki są spontaniczne i dlatego mam problem ze zrzuceniem tłuszczu...naucze się jeszcze tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mam problem z pozbyciem się tłuszczu, ale moje porcje same mówią za siebie dlaczego :D Nie mniej jednak ja już odruchowo gotuję np. więcej ryżu czy myślę na zakupach co tam trzeba na kolejne dni. Nie jestem mistrzem organizacji, ale idzie mi coraz lepiej :D

      Usuń
  13. Ja nie rozumiem takiego obsesyjnego objadania, poniewaz zjadlo sie cos, czego nie powinno. Kazdy z nas ma jakieś zachcianki, ktore pozniej nie powinny przerodzić sie w całkiem zły dzien...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powinny, w tym problem że często się przeradzają u osób, które do zaburzeń odżywiania mają skłonności. Jak widać po komentarzach nie tylko ja miałam taki problem :)
      To świetnie, że Ciebie to nie dotyczy! :)

      Usuń
  14. wow jestem pod wrazeniem ze tyle wytrzymujeszbez slodyczy :)

    jezeli chodzi o liczenie kalorii zdecydowanie bardziej wole przeliczac weglowodany bialka i tluszcze niz kalorie dla mnie to pierwsze ma zdecydowanie wieksze znaczenie, a Twoje tabelki bardzo mi w tył ulatwiły sprawe (chodzi o podzial jedzenia na weglowodany, bialko, tluszcze - rewelacja)

    OdpowiedzUsuń
  15. Natalia, ciekawy post... tak sobie myślę, czy kiedykolwiek znajdę się w sytuacji, że będę obwiniać się za zjedzenia jabłka ;p chyba mi to nie grozi

    OdpowiedzUsuń
  16. Godne podziwu jest to ile nie jesz słodyczy:) moje uznanie i gratulacje ;) ja nie ich równy rok i bardzo chciałabym wrócić do tej praktyki. Na razie się ograniczam. Najczęściej "tracić dzień" zdarza mi się w "leniwe" wieczory z moim facetem. Wtedy tego samego dnia już lepiej nawet nic nie ratować, wiem że następny dzień musi być na 5 żywieniowo i oczywiście z ćwiczeniami :)
    Fajne porównanie na samym końcu :D ja niestety zjadam mojemu te słodkie co przygotował dla siebie...

    OdpowiedzUsuń
  17. Strasznie podobało mi się porównanie do wydawania oszczędności tylko dlatego, że wydaliśmy trochę kasy bezmyślnie. Niestety zdarza mi się, że po zjedzeniu kawałka czekolady, który po prostu musiałam zjeść, dochodzę do wniosku, że już mi wszystko jedno i zjadam pół tabliczki, ale teraz będę myśleć o tych wydawanych pieniądzach - może to pozwoli przestać ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ostatni akapit... Rewelacyjne porównanie! Nikt nigdy nie ujął tego tak klarownie:)

    OdpowiedzUsuń
  19. ostatnie zdanie ! miazga! niestety czesto sie na tym łapie ale staram sie nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się nie, w głowie wszystko siedzi ;)

      Usuń
  20. ja niekiedy pozwalam sobie na małe co nieco w postaci czegoś słodkiego, ale dlatego, że potrafię je ograniczać, bez problemu zjem tylko jedną kostkę czekolady (wolę gorzką) i nie ciągnie mnie potem do większych ilości, mam dość silną wolę, co bardzo mnie cieszy :D potrafię poprzestać w odpowiednim momencie ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. ojej jak bym o sobie czytała... robie dokladnie tak samo. zjem z mcdonalds (2 powiekszone mczestawy) wracam do domu i jem ciaska i zajadam czekolada bo przeciez ten dzien juz i tak jest stracony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przyjdź na mój blog w poniedziałek- będzie temat o McDonald's między innymi- mam odruch wymiotny jak tylko sobie skojarzę ich nazwę ;)

      Usuń
  22. Ech, a ja właśnie taki tydzień mam fatalny, jeśli chodzi o słodycze :-/ Zaczęło się od niedzieli od sporej ilości ciasta (ale to było planowane, a że ciasto własnej roboty to można czasem zaszaleć) i tak się ciągnie ta moja obsesja przez kolejne dni. Codziennie budzę się z postanowieniem, że ten dzień będzie ok pod względem żywieniowym, jem zdrowe śniadanie, a potem wszystko się sypie. W sumie nie obżeram się słodyczami do późnego wieczora, ale gdzieś ten kawałek czekolady czy porcja lodów się trafi. Na studiach jakoś mi łatwiej trzymać diety, a ze względu na wakacje człowiek się rozleniwił i w domu pozwala sobie na więcej. Cóż, pocieszam się tym, że od jutra przez tydzień będę się włóczyć po górach, więc gdzieś te kalorie się zgubią ;-) A w górach o słodycze trudno, więc będę mieć święty spokój... A przy kolejnej okazji niekontrolowanego obżarstwa pomyślę o Twoim poście i tym świetnym przykładzie z pieniędzmi. Mam nadzieję, że zaskutkuje.

    OdpowiedzUsuń
  23. Super post! Ja zawsze miałam właśnie wrażenie, że jak się złamałam to już dupa! Uwielbiam słodycze i nie potrafiłabym chyba zupełnie z nich zrezygnować...podziwiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
  24. bardzo mądre jest to zdanie o ćwiczeniach i pozwalaniu sobie na coś "w nagrodę". przeżywałam ten absurd w lipcu - bo skoro zaczęłam regularnie się ruszać, to przecież kilka cukierków nie zaszkodzi. Pewnie dlatego efekty były żadne :/

    OdpowiedzUsuń